Sobota, 19 października 2019 roku        

Organy w Liturgii

Niektórzy z nas nie potrafią wyobrazić sobie Mszy św. bez ich udziału. Już, gdy kapłan polewa głowę dziecka wodą święconą organy intonują wraz z ludem uroczyste „Chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu”, potężnymi tonami brzmią podczas Liturgii Sakramentu Małżeństwa, wlewając radość do wnętrza kościoła i do serc uczestników ślubnej ceremonii, a także łagodnym i poważnym brzmieniem łagodzą ból i smutek oddających ostatnią posługę swoim najbliższym. Barwy organów podkreślają tęsknotę pieśni adwentowych, ich radosny dźwięk towarzyszy śpiewowi kolęd, z kolei wraz z przeżywaniem okresu Wielkiego Postu płaczą, wraz z lamentem pieśni pokutnych i pasyjnych, a potem, w Wielki Piątek milczą, by z wielkim majestatem zabrzmieć podczas wielkanocnego Alleluja. Organy od dzieciństwa towarzyszą nam podczas większości nabożeństw w naszej świątyni, ale jak to się stało, że właściwie znalazły się w kościele?

Wiadomo na pewno, że zostały skonstruowane w Aleksandrii w III w. p. n. e. przez Ktesibiosa, ówczesnego greckiego matematyka i mechanika, który swoim wynalazkiem zastąpił prototyp organów, jakim były zasilane przez ludzkie płuca pasterskie piszczałki, czy Fletnia Pana. Ciśnienie powietrza w instrumencie przez  niego wybudowanym regulowane było za pomocą zbiornika wody. W bliżej nieokreślonym czasie zbiornik ten zastąpiono skórzanym miechem sprężającym powietrze, i tak jest do dzisiaj. Od tamtej pory na przestrzeni wieków trwała ewolucja techniki gry na organach, a także sposobu ich budowy, ponieważ każda epoka przynosiła z sobą nowe poglądy, nurty czy zastosowania techniczne.

Do kościoła organy oficjalnie weszły już w 666 roku dekretem papieża Witaliana, jednak można odnaleźć informacje, że w kościołach organy ustawiano już wcześniej. Wtedy były to niewielkie instrumenty przenośne, jednogłosowe, z kilkunastoma piszczałkami. Z kronik dowiadujemy się, że w angielskim opactwie Winchester w X w. wybudowano organy składające się już z 400 piszczałek i dwóch klawiatur. Podkreślić trzeba, że zastosowanie organów w tamtym czasie w kościele znacznie różniło się od tego, z czym kojarzą nam się dziś, czyli akompaniowaniu śpiewowi wiernych. Wtedy znacznie dominował chorał gregoriański – własny, tradycyjny śpiew Kościoła. Wraz z wejściem organów do świątyń powstała technika alternatim, polegająca na tym, iż podczas śpiewu chorału organy milczały, a gdy mnisi skończyli jedną z fraz podczas śpiewu - organy grały. Od tamtej pory powstawały utwory organowe przeznaczone do naprzemiennego śpiewu i gry, nierzadko pozwalające skończyć organiście grę w odpowiednim momencie, w zależności od tzw. akcji liturgicznej. Wykorzystywano to np. w częściach stałych Mszy św. Sobór Trydencki w jednym ze swoich postulatów zatwierdził tę technikę podczas Liturgii. I tak naprzemienne „współzawodniczenie” śpiewu i organów przetrwało całe wieki po to, by połączyć się w jedną całość. Dziś te dwa elementy są nierozłączne jeśli chodzi o śpiew liturgiczny właśnie z towarzyszeniem organów.

Wraz z procesem zatrudniania dobrych organistów konstruowano nowe, lepsze instrumenty. W Polsce z tamtego czasu zachowały się dwa instrumenty, w Olkuszu z 1612 r. i w Kazimierzu Dolnym z 1620 r. Wcześniej pojawiła się klawiatura nożna, dotychczas organy posiadały tylko klawiaturę do gry rękami. Z najstarszej wzmianki o budowie organów z klawiaturą nożną dowiadujemy się, że w 1381 r. organmistrz Wanc z Żywca zbudował organy z pedałem w kościele parafialnym w Kętach. Prawdziwy rozkwit budownictwa organowego przypada na okres baroku, gdzie organy liczyły już kilkadziesiąt barw głosowych, nieraz 3 manuały i kilka tysięcy piszczałek, zamkniętych w ozdobnych, bogato zdobionych szafach. Z tego okresu zachowały się wspaniałe utwory organowe, które pisano na coraz bardziej udoskonalone instrumenty. Na naszym terenie w duchu baroku w całości zachowały się organy Kuttlera w kościele ewangelickim w Białej z 1848 r.
Prawdziwą innowację w budownictwie organowym przyniósł romantyzm. Barokowe, jasne brzmienie głosów zastąpiono głosami o ciemnej, ciężkiej barwie, produkowano głosy w brzmieniu naśladujące instrumenty orkiestry symfonicznej, stąd używana często nazwa „organy symfoniczne”. Mechaniczna traktura gry, czyli mechanizm połączenia klawisza z piszczałką została zastąpiona trakturą pneumatyczną, a gdy do kościołów wprowadzono prąd elektryczny – elektropneumatyczną. Ilość barw głosowych organów romantycznych dochodziła już do 100, obsługiwało je od 3 do nawet 5 klawiatur. Oczywiście wielkość instrumentu zależała od kubatury danego kościoła.

Wszechstronność brzmienia organów symfonicznych spowodowała, że zaczęto budować je w miejscach innych niż sakralne, w salach koncertowych, szkołach muzycznych, teatrach, czy w zamkach i pałacach. Z tego czasu, z 1896 r. pochodzą ośmiogłosowe organy zbudowane w naszym kościele, a także w pobliskim kościele Zbawiciela czy katedrze św. Mikołaja.Tak więc historia organów pokazuje nam szerokie możliwości głosowe i techniczne tego zacnego instrumentu, który ze względu na różnorodność barw głosowych bywa nazywany „królem instrumentów”. Ilekroć słyszymy potężny dźwięk organów pamiętajmy o bogatej historii tego instrumentu.

Korzystałem z artykułu M. Machury „Organy w służbie Liturgii”

Wołanie do Pana Boga

Wspólnota „Nowy Lud” przy parafii Trójcy Przenajświętszej w Bielsku-Białej
Z zamiarem jeszcze głębszego uczestnictwa w Liturgii Mszy świętej zachęcamy do lektury felietonów. Są one związane z samą Liturgią oraz muzyką podczas niej wykonywaną. Mamy nadzieję, że zawarte w nich ciekawostki, czy odpowiedzi na najbardziej nurtujące nas pytania spowodują, że udział w Mszach św. będzie bardziej świadomy i pełniejszy. Felietony ukazują się także w coniedzielnym wydaniu naszej gazetki "Credo". Kącik Liturgiczny prowadzi Maciej Leśniak, na co dzień organista naszej parafii.

Logowanie